Roboty humanoidalne i pytanie „Quo vadis, człowieku?”

aria roboty humanoidalne

Roboty Humanoidalne: Czy jest jeszcze coś świętego?


Na początek mam dla was trzy słowa: lenistwo, kasa, destrukcja.

W świecie, w którym żyjemy, nie ma już nic świętego. Wszystko, co da się zmonetyzować, musi zostać zmonetyzowane. Każdy, nawet najbardziej absurdalny pomysł, znajdzie swoich klientów, jeśli tylko da się go sprzedać jako „wygodę” albo „postęp”.

Roboty humanoidalne od początku były pomysłem ryzykownym. Dopóki służyły realnej pomocy ludziom trudno było z tym polemizować. Problem zaczyna się w momencie, gdy roboty stają się zbyt ludzkie, a „pomoc” zaczyna bardziej szkodzić niż pomagać.

Gdy technologia przestaje wzmacniać relacje społeczne, a zaczyna je zastępować; gdy zamiast wspierać człowieka, uczy go unikać drugiego człowieka, nie mamy już do czynienia z postępem. Mamy do czynienia z destrukcją społeczną opakowaną w innowację.

I wtedy pytanie nie brzmi już „czy potrafimy to zrobić?”, tylko: Quo vadis, człowieku?

Roboty Humanoidalne gdzie są granice ?

W przypadku Robotów Humanoidalnych granice powinny być jasno wyznaczone, a ich rola ograniczona. Jednak w swoim pędzie ku głupocie nasz gatunek zmierza w stronę wykonania naszej własnej jak najwierniejszej cybernetycznej kopii.

Badania nad kolejnymi nowinkami, coraz bardziej skóropodobnymi materiałami, coraz lepszymi czujnikami dotyku, precyzyjniejszymi kamerami i modelami rozpoznawiania twarzy, oraz modelami jezykowymi które mają za zadanie wzbogacać konwersacyjne zdolnosci robotów, to wszystko prowadzi do stworzenia możliwie idealnej kopi człowieka.

Nasz mózg to niby bardzo mądry organ, a mimo to pcha nas ku takiej właśnie głupocie. Jednocześnie ten organ jest też bardzo głupi emocjonalnie potrafimy się już zakochiwać w chatbotach, a co dopiero będzie gdy będziemy mieli do dyspozycji taką Arię ? – robota o spersonalizowanych pod nas kobiecych (a w przyszłości pewnie i męskich) kształtach, który nigdy się nie starzeje, nigdy nie jest zmęczony, nigdy go głowa nie boli i zawsze jest gotowy zrobić wszystko o co go poprosimy w ramach jego możliwości.

No właśnie gdzie te granice ? Coraz bardziej się oddalają, świadomie je przesuwamy rezygnując z kolejnych elementów człowieczeństwa, czy poświęcimy również naszą intymność ?

Dlaczego nasz mózg w ogóle to kupuje? I co dajemy w zamian ?

No cóż nasz mózg łatwo ulega takiemu substytutowi z jednego prostego powodu, z lenistwa. Mózg lubi to co uporzadkowane, lubi to co znajome i mu pokrewne, a nasi naukowcy poświęcają mnóstwo energii na wymyślanie tego co świetnie oszukuje nasze zmysły.

Mózg to tylko komputer przetwarzający impulsy więc jeśli coś wygląda jak człowiek, jeśli w dotyku przypomina człowieka, jeśli dodatkowo załadować mu ludzkie lub syntetyczne feromony to jeszcze będzie pachniał jak człowiek, więc naprawdę jest się czym martwić.

Teraz do tego dodajmy jeszcze mowę którą możemy sobie sami spersonalizować określić upodobania robota to na czym się zna jakie tematy ma z nami poruszać żebyśmy czuli się w nich pewnie, w ten sposób budując własną samoocenę. Nie po to żeby nas rozwijać ale żeby stworzyć emocjonalną bańkę która da nam poczucie komfortu. W ten sposób nasz mózg uzależnia się łatwiej i szybciej od robotycznego towarzysza.

A co dajemy w zamian za ten komfort ? Dajemy twórcom robota w ramach barteru samych siebie, wszystkie nasze myśli rozmowy i wszystko co taki robot zarejestruje o nas samych i naszym otoczeniu, naszych znajomych rodzinie dosłownie pełna inwigilacja.

Asymetria relacji, gdzie człowiek przegrywa z robotem

Niestety w konfrontacji z spersonalizowanym robotem prawdziwy człowiek przegrywa już na starcie, nie ma idealnego partnera dla drugiego człowieka, a jeśli jest to bardzo trudno go znaleźć. Natomiast idealnego robotycznego partnera wystarczy kupić.

Robotyczny partner jesli jest spersonalizowany zapewnia człowiekowi niemal 100% pozytywnych bodźców, nigdy nie jest przeciwko, człowiek nigdy nie usłyszy słowa „NIE„. Prawdziwy człowiek bardzo często mówi „NIE„, różnice w poglądach są tym co stymuluje nasz mózg, ale mózg jak każdy narząd woli to co łatwe, 100% zgodności zawsze będzie przyjemniejsze lżejsze mniej obciążające i bardziej pożądane.

Niezgodność nas rozwija i kształtuje i to cenny aspekt ze względu na swoją trudność. To właśnie te tarcia, choć trudne i niewygodne, rozwijają nas emocjonalnie i uczą odpowiedzialności. Robot tej funkcji nie spełnia. Lenistwo jest łatwiejsze, ale co nas nie rozwija to z czasem nas zabija.

Relacje z robotem nie są prawdziwe to tylko przewidywanie kolejnych słów, to nie jest empatia, miłość, ani przyjaźń to tylko lustrzany tekst wypluwany po analizie naszych werbalnych oczekiwań. Ale czy naszemu mózgowi robi to różnice ? – Otóż nie, ani trochę ! Iluzja relacji wystarcza ! Właśnie dlatego taka relacja jest z natury asymetryczna: człowiek wnosi do niej siebie w całości, robot jedynie odbija jego potrzeby, nigdy ich nie konfrontując. Dlatego sztuczny dialog z robotem może być w przyszłości podstawą rozpadu społeczeństwa ludzi, bo prosty nieskomplikowany a więc przyjemny… Za bardzo !

Czy seksrobot to fikcja czy realna alternatywa ?

Wciąż nadal fizyczność robota stawia granicę, ale w swoim pędzie ku ich przekraczaniu nie wątpię że szybko one padną. W końcu seksroboty choć znacznie mniej zaawansowane już istnieją, a Aria w wersji 2.0 a może dopiero 5.0 pewnie dołączy do tego grona, wszak czemu innemu miałby służyć obecny marketing? Nikt nie mówi wprost o sekslalce ale już o towarzyszce która jest zdolna do uczuć, a przynajmniej ich symulowania już tak.

A co do sekslalki? Nawet jeśli producent nie będzie próbował zrobić docelowo z Arii sekslalki to niestety i tak się to stanie za sprawą zapewne kolejnych firm które znajdą swoją niszę w tuningu robotów. W końcu skoro ludzie kupują samochody za pół miliona tylko po to żeby je spersonalizować pod siebie i wyrzucić z nich czasem prawie połowę oryginalnych części, to co szkodzi stuningować robota? – zwłaszcza że cena podobna 🙂

To nie jest niewykonalne, to jest bardzo proste i obecnie już możliwe wymiana przysłowiowych zderzaków z metalu na nieco bardziej elastyczne wypełnione wkładkami podobnymi do sylikonowych implantów u kobiet to nie żaden rocket science. Oczywiście Kwestia penetracji to już osobny temat wciąż poza zasięgiem technologii, ale pasywny seks czemu nie, ten nieinwazyjny aktywny również po drobnym tuningu.

sexrobot

Roboty Humanoidalne i ich atrakcyjność …

To nic odkrywczego że każdy produkt musi być ładny żeby był chodliwy. W przypadku Robotów Humanoidalnych atrakcyjność to główny aspekt, możliwość spersonalizowania wyglądu pod użytkownika jest naprawdę istotnym elementem tego biznesu.

Oczywiście zdolność robotów do czynności seksualnych i seksualizacja ich wyglądu to w mojej opinii już lekkie przegięcie, ale pewnie nie ostatnie, które chłopcy od AI i Robotyki jeszcze wymyślą. Erotyka to zawsze chodliwy towar w każdym opakowaniu. od dmuchanych lalek, przez erotyczne zabawki, po roboty towarzyszy.

Niestety etyka nie idzie w parze z tym elementem. Roboty Humanoidalne nie tylko można dopasować do naszych wyobrażeń jak wyimaginowana postać czy bohater(ka) książki, filmu, komiksu, można je wystylizować na konkretną osobę, bardzo realną osobę. To niestety już bardzo niebezpieczne i kompletnie nie etyczne. Wykorzystywanie wizerunku innej osoby bez jej zgody, a nawet za jej zgodą to jakieś szaleństwo.

Nawet jeśli ktoś zezwoli na wykonanie swojej robotycznej humanoidalnej kopii, to jednak wciąż pozostaje otwarte pytanie czy zgodziłby się ze wszystkim co ta kopia mówi robi i na co pozwala swojemu użytkownikowi. Jeśli nie to jest to zdecydowanie poważna forma naruszenia. W zasadzie swego rodzaju gwałt na drugiej osobie nie koniecznie seksualny, ale jednak nie znajduje na to innego lepszego określenia.

Dla całkowitej jasności : Nie chodzi tu wyłącznie o seksualność. Chodzi o odebranie kontroli nad własnym wizerunkiem, wolą i sprzeciwem. To sytuacja, w której technologia symuluje zgodę tam, gdzie realny człowiek mógłby jej nigdy nie udzielić.

Fantazja bez granic, człowiek bez hamulców

Jest jeszcze jeden aspekt, o którym mówi się zaskakująco rzadko: co brak sprzeciwu robi z człowiekiem. Relacja z robotem humanoidalnym to świat, w którym „NIE” nie istnieje. Każda potrzeba może zostać spełniona, każda fantazja zrealizowana, każde pragnienie potwierdzone. Problem polega na tym, że brak granic nie prowadzi do równowagi ale do eskalacji.

Fantazje, zwłaszcza erotyczne, nie są instrukcją zdrowego zachowania. Są przestrzenią wyobraźni, która w relacji z drugim człowiekiem zawsze napotyka granice, negocjacje, odmowę. Robot tych granic nie stawia, uczy użytkownika, że druga strona istnieje po to, by je spełniać.

Na razie wciąż istnieją wyraźne bariery fizycznych możliwości robota, jeśli chodzi o aktywny seks, jednak jego pasywna, dostępna fizyczność pozbawiona sprzeciwu i granic oraz zapewnianie człowieka o „odczuwanej miłości”, mimo przekraczania granic w komunikacji i budowania niezdrowych oczekiwań, będzie miało swoje bezpośrednie przełożenie na oczekiwania wobec prawdziwych ludzi.

I tu pojawia się realne zagrożenie: to, czego człowiek nauczy się w relacji z maszyną, zabiera potem do relacji z ludźmi. Odmowa zaczyna budzić złość, a granice budzą irytację. Drugi człowiek przestaje być podmiotem, a zaczyna być przeszkodą. Szczególnie w sferze seksualnej prowadzi to do uprzedmiotowienia, braku empatii i roszczeniowej postawy wobec ciała i zgody drugiej osoby.

Robot nie zniszczy relacji międzyludzkich sam w sobie. Zrobi coś znacznie gorszego zniszczy zdolność do ich budowania. Bo człowiek, który nigdy nie musiał przyjąć „NIE”, bardzo szybko przestaje rozumieć, dlaczego w ogóle miałby je respektować.

Co będzie jeśli …

Warto na chwilę wyjść poza teraźniejszość i zadać pytanie, którego zwykle nie chcemy słyszeć: co stanie się dalej, jeśli roboty humanoidalne wejdą do naszego życia na masową skalę, również, a może przede wszystkim, w sferze erotycznej?

Pierwszy scenariusz jest banalny i właśnie dlatego niebezpieczny. Roboty nie prokreują, jeśli więc znacząca część zamożnego, uprzywilejowanego społeczeństwa zacznie wybierać relacje z maszynami zamiast z ludźmi, naturalną konsekwencją będzie spadek dzietności tam, gdzie dziś koncentrują się zasoby, edukacja i kapitał kulturowy. Rozmnażać się będą głównie ci, którzy z różnych powodów: ekonomicznych, społecznych, kulturowych pozostaną poza tym modelem.

Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by zobaczyć tu ryzyko regresu. Nie biologicznego w prostym sensie, ale cywilizacyjnego. Jeśli reprodukcja stanie się domeną ludzi, których system nie nagradza refleksją, wiedzą i odpowiedzialnością, możemy doczekać się świata, który nie tyle się rozwija, co cofa. Nie w sensie technologii, ale w sensie kompetencji społecznych, kultury dialogu, zdolności do współpracy. Powrót do „nowego średniowiecza” nie musiałby oznaczać braku technologii wystarczyłby brak dojrzałości, by z niej mądrze korzystać. Tu na myśl przychodzi mi film Idiokracja i coraz cześciej mam wrażenie że to nie komedia SF, a film katastroficzny o największym prawdopodobieństwie zaistnienia.

Drugi scenariusz jest jeszcze bardziej niepokojący. A co, jeśli uznamy, że: to po prostu kolejny problem techniczny do rozwiązania?

Jeśli pojawi się pomysł, by roboty humanoidalne nie tylko zastępowały relacje, ale również uczestniczyły w reprodukcji? Wyobraźmy sobie maszyny wyposażone w biologiczne elementy sztuczne macice, możliwość produkcji komórek rozrodczych, „wydawanie na świat” kolejnych ludzi w procesie kontrolowanym technologicznie.

W tym momencie przestajemy mówić o wsparciu człowieka. Zaczynamy mówić o przejęciu przez technologię najbardziej fundamentalnego procesu biologicznego, który do tej pory był nierozerwalnie związany z relacją, odpowiedzialnością i ryzykiem. Pytanie nie brzmi już wtedy „czy to możliwe?”, tylko jakie konsekwencje ze sobą to przyniesie? Kontrola procesu narodzin od poczęcia i stymulowanie najlepszych możliwych warunków dla płodu może stworzyć teoretycznie nowa rasę ludzi lepiej rozwiniętych pod każdym względem, ale czy to będzie faktycznie postęp i rozwój mam jednak poważne obawy.

Podsumowanie

Na końcu tej drogi nie stoi bunt maszyn ani apokalipsa rodem z filmów science fiction. Stoi coś znacznie bardziej niepokojącego: człowiek, który nie potrzebuje już drugiego człowieka. Który nauczył się, że bliskość można kupić, zgodę zasymulować, a relację uprościć do produktu bez ryzyka i odpowiedzialności.

Technologia nie musi mieć intencji, by być niebezpieczna. Wystarczy, że idealnie dopasuje się do naszych słabości. A jeśli pozwolimy, by roboty humanoidalne zastąpiły nam relacje, konflikty, odmowę i wysiłek nie zniszczą nas maszyny. Zrobimy to sami, z lenistwa i wygody.

Z każdym artykułem który pisze mam wrażenie że dotarłem do granic szaleństwa i cóż wciąż pisze artykuły, a inni wciąż te granice szaleństwa przesuwają dalej.

Oceń artykuł:
Średnia ocena:

No responses yet

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *